Rodacy odnalezieni

Jedną z grup ludności, stanowiącej powojenną, wyspiarską mozaikę byli tak zwani autochtoni. W ten sposób określa się rdzenną ludność danego obszaru. Za takich uznawano Polaków żyjących na tych ziemiach jeszcze przed rokiem 1945. Władze PRL-u starały się udowodnić, że są to ziemie odwiecznie polskie, dlatego to właśnie lokalni, nieliczni Polacy, a nie Niemcy byli uznawani za autochtonów. Czasami zdarzało się, że któryś z Niemców, nie chcąc opuszczać rodzimych stron „odnajdywał” swoje polskie korzenie i ubiegał się o status autochtona. W niektórych przypadkach „nowi rodacy” nie znali ani słowa w języku polskim, jednak władze uznawały ich polskość. Takie sytuacje dotyczyły przede wszystkim osób, które z różnych przyczyn były potrzebne w nowej rzeczywistości, na przykład rybaków czy lekarzy.

Czytaj więcej…


W województwie szczecińskim, w skład którego wchodził Archipelag, autochtoni stanowili zaledwie 2,7% ludności. Byli to najczęściej Polacy, którzy jeszcze przed wojną wyemigrowali na te tereny za pracą, lub też Niemcy posiadający polskie korzenie. Ważnym kryterium była tu religia – katolik mówiący po Niemiecku często uważał się za Polaka, wyznanie pozwalało uzyskać status autochtona.

Kategoria autochtonów służyła władzom PRL przede wszystkim do klasyfikacji takich grup etnicznych lub regionalnych jak Kaszubi czy Ślązacy. Były to ludy pogranicza, od setek lat będące pod wpływem kultury zarówno polskiej, jak i niemieckiej, oraz pielęgnujące własny język i obyczaje. Przedstawiciele tego rodzaju społeczności na Archipelagu praktycznie nie występowali.

Warto przypomnieć, że w pierwszych latach po wojnie na obszarze Archipelagu brakowało fachowców w wielu dziedzinach: rybaków, lekarzy, mechaników. Specjalistom niemieckim  deklarującym chęć pozostania w swoich rodzinnych stronach często ułatwiano pozyskanie statusu autochtona – wystarczyła deklaracja swoich polskich korzeni, władza nie analizowała szczegółowo podobnych wyborów, gdyż ludzie ci byli potrzebni nowemu społeczeństwu.

Opowiada świnoujski historyk dr Józef Pluciński:

Kilku rybaków zostało, którym przyznano prawo zamieszkiwania. Jakim cudem oni uzyskali prawa autochtoniczne trudno powiedzieć, ale przede wszystkim dlatego, że oni byli tutaj potrzebni. Przyznano im prawa autochtonów. Ani słowa po polsku nie mówili, ale działali…

Wielu katolickich księży, którzy obejmowali parafie po przyłączeniu Archipelagu do Polski, było właśnie autochtonami. O takim księdzu opowiadał nam Pan Marian mieszkaniec Ładzina:

Pierwsi księża to byli autochtoni. Pierwszy był taki, co bardzo marnie mówił po polsku. Potem był ksiądz Jaworski, co był tu bardzo długo. No on też słabo mówił po polsku, ale msza była po łacinie odprawiana. (…) Ludzie go traktowali jak swojego. On był taki, że z ludźmi dobrze żył, taki dobry ksiądz.


Kościół p.w. Najśw. Serca Pana Jezusa w Ładzinie, w którym przez wiele lat proboszczem był ks. Franciszek Jaworski, wyspiarski “autochton”.

Powrót do listy opowieści