Nowy trudny świat

Dla większej części społeczności, przez wiele lat po wojnie, odnalezienie się w nowej, wyspiarskiej rzeczywistości było nie lada wyzwaniem. W wielu miejscowościach brakowało elektryczności, problemem były też dostawy żywności. Najstarsi mieszkańcy Lubina wspominają, że w pierwszych latach po zakupy udawano się do oddalonego o 9 kilometrów Dargobądza. Długa droga przez las szczególnie zimą sprawiała mieszkańcom duże problemy. Sposobem na przetrwanie w wielu miejscowościach na Archipelagu było zadbanie o żywność własnymi siłami. Jedzenie zdobywano dzięki połowom ryb lub uprawie roli, hodowano również zwierzęta. Znaczącą rolę odgrywały przedmioty i inwentarz pozostawiony przez Niemców, a także sąsiedzka pomoc, bez której wiele osób mogło nie przetrwać. Warto odnotować, że pracą na gospodarstwie lub połowem ryb zajmowali się często ludzie, którzy wcześniej nie mieli na ten temat pojęcia. Szybko przekonywali się jednak, że własna krowa, świnia czy stado kur są cenniejsze niż największe sumy pieniędzy.

Czytaj więcej…


Archipelag po wojnie był zróżnicowany pod względem jakości życia, które prowadzili jego mieszkańcy. Większość z nich w latach powojennych doświadczyła jednak wielu trudnych chwil. Patrząc na współczesny standard życia na tym terenie, trudno sobie wyobrazić, w jak trudnych czasach przyszło żyć części osób na Archipelagu. W wielu miejscowościach prąd nie był dostępny. W konsekwencji w części wiosek nawet do lat 50-tych do oświetlania pomieszczeń powszechnie wykorzystywano lampy naftowe lub gazowe. Warto przypomnieć, że dla części nowoprzybyłych mieszkańców praca w ziemi lub przy rybach była zupełnie nowym zajęciem. Żyjąc w miastach nie byli oni przyzwyczajeni do wykonywania tego rodzaju prac. Jak relacjonowała nam Pani Wenata z Lubina:

A tu wody nie było, światła nie było. Każde gospodarstwo miało swoją studnie… ale prądu nie było.. myśmy tu byli zagubieni, bo mieszkaliśmy w mieście, a tutaj pustka, jest dach nad głową, ale nie ma nic (…). Przyjechaliśym w listopadzie to leżały jeszcze jabłka to się tymi jabłkami żywiliśmy.

Nie ma wątpliwości, że najtrudniejsze w tej sytuacji były pierwsze dni. Wtedy nieocenionany okazywał się sprawny poniemiecki sprzęt oraz pomoc i dobra rada nowych sąsiadów. Opowiada Pani Jadwiga z Lubina:

Jak weszliśmy do domu to patrzymy myślimy piecy są, my sobie napalim i jakoś sobie poradzim. Mieliśmy trochę swojego jedzenia i te sprzęty. Potem pamiętam Pana Szemisa Stefana. Do niego się udaliśmy i mówimy, może coś nam porwadzi. I nam powiedział, że w Wapnicy Państwo K. mają świnie do sprzednia. Mielismy pieniądze tośmy kupili, zabili, do beczek, posolili i już nie trzeba było tak chodzić i szukać. Już było coś swojego.

W pierwszych latach po wojnie dużym utrudnieniem dla części mieszkańców wysp był również brak ogólnodostępnego jedzenia. Aby wykarmić rodzinę, matki i ojcowie musieli ciężko pracować, łowiąc ryby lub uprawiając ziemię. W niektórych opowieściach z dużym dystansem mieszkańcy odnosili się do konieczności podejmowania się zadań typowych dla życia na wsi, o czym opowiadała nam Pani Wenata z Lubina:

Jak ja świnkę miałam zabić?! Jak ona się z tutaj w ogrodzie jak dziecko bawiła? Zawsze musiałam sąsiadkę zawołać żeby mi ją zabiła.

Sklepy oddalone były o kilka lub nawet kilkanaście kilometrów od miejsca zamieszkania, a droga do nich – szczególnie zimą – nie należała do najprostszych, kontynuowała Pani Wenata:

Sklepów nie było, trzeba było chodzić do Dargobądza. Przez las jest bliżej, chodziliśmy przez las zimą, ale to jest 8 km, może 10. Byliśmy głodni, ale tam przydzielali kila mąki, kilo cukru, soli, zależy ile osób było, jakaś margaryna, kawałek chleba. Trzeba było tam iść i spowrotem, bo nie było czym dojechać (…) Kiedyś, jak szliśmy do domu ze sklepu, to ja byłam najmlodsza, szłam i prawie pół bochenka chleba zjadłam i potem mnie gryzło sumienie, że nie dostarczyłam całego bochenka do domu…

Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki utrudniające życie mieszkańcom Archipelagu tuż po wojnie, tym większego znaczenia nabierają rzeczy i jedzenie pozostawione przez Niemców

Powrót do listy opowieści